Pierwsza | Poprzednia | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | Następna | Ostatnia

Rozpoczyna się kampania marki Coca-Cola, pod hasłem „Podziel się radością“. Przez cztery miesiące na opakowaniach zamiast nazwy marki pojawią się popularne imiona i pseudonimy.

W sumie na puszkach i butelkach znajdzie się ponad 150 najpopularniejszych polskich imion, które używane są przez blisko 90% osób w wieku 12–29 lat. W procesie druku etykiet imiona były nanoszone proporcjonalnie do częstotliwości ich występowania w Polsce.

Nowa kampania zaplanowana jest na okres od 6 maja do połowy sierpnia. Reklamy pojawią się w telewizji, Internecie, mediach społecznościowych, blogosferze, na interaktywnych formatach zewnętrznych. W wybranych kanałach sprzedaży pojawią się promocje i materiały POS.

Będą prowadzone również liczne działania konsumenckie, m.in. sampling oraz wiele ogólnopolskich imprez.

Od 20 maja w głównych stacjach telewizyjnych, m.in. TVN czy Polsat emitowany będzie spot, który przedstawia wakacyjne przygody młodych ludzi dzielących się coca-colą.

Podobna akcja, połączona z działaniami w mediach społecznościowych, była prowadzona w 2011r. w Australii, a rok później zdobyła Złotego Lwa w konkursie Cannes Lions.

Kampanię zakończy Coke Live Music Festival (Kraków, 9–10 sierpnia).

•Przygotowanie spotu reklamowego: agencja reklamowa McCann
•Media cyfrowe i społecznościowe: agencje K2 Internet i Next
•Zakup mediów: dom mediowy Starcom
•Działania PR: Rc2 Raczkiewicz Chenczke Consultants

Od 22 kwietnia można oglądać na kanałach TVN, Polsatu i Discovery najnowszą kampanię reklamową Coca-Coli pod hasłem „Ruch to radość”, która potrwa do połowy maja.
Coca-Cola w ten sposób chce zachęcić Polaków do wprowadzenia większej porcji ruchu w codziennym życiu nie tylko w postaci regularnego uprawiania sportu, ale również w formie drobnych, codziennych aktywności takich jak np. radosny taniec w domu, wspólne spacery, zabawy z najbliższymi i przyjaciółmi, oraz prace w domu i ogrodzie.

– Od początku swojej działalności w Polsce Coca-Cola bardzo konsekwentnie wspiera oraz promuje sport wśród Polaków, a szczególnie wśród młodzieży – podkreśla Tomir Kaczmarek, dyrektor marketingu w Coca-Cola Poland Services. – Uważamy, że regularna aktywność fizyczna zapewnia nam wszystkim nie tylko zdrowie, ale również poprawia samopoczucie, pozwala dbać o właściwą wagę, sprawia dużo radości i buduje poczucie wspólnoty – dodaje.

Coca-Cola, organizująca od piętnastu lat jeden z największych i najstarszych w Polsce turniejów piłki nożnej dla młodzieży – Coca-Cola Cup, rozpoczyna kampanię promującą aktywność fizyczną jako ważny element bilansowania energii oraz źródło radości.

Niemiecka grupa BSH przejęła kontrolę nad znanym polskim producentem sprzętu AGD i zapowiada milionowe inwestycje. Co ważne, marka Zelmer ma zostać zachowana
Spółka poinformowała o kupieniu w wezwaniu 14,8 mln akcji Zelmera po 40 zł za sztukę. To stanowi 98 proc. wszystkich akcji rzeszowskiej spółki. W sumie koncern BSH wydał 594 mln zł na akcje Zelmera i zamierza skupić pozostałe 2 proc., tak by wycofać firmę z giełdy.

Co ważne, nowy właściciel zapowiada, że Zelmer będzie nadal produkował pod własną marką. Nic nie powinno zmienić się też w bieżącej działalności zakładu i pracy dla 1,4 tys. osób. „Zmiana właściciela Zelmera nie będzie miała bezpośredniego wpływu na bieżącą działalność, strukturę i plany dotyczące zakładów BSH w Łodzi i innych miejscach, gdzie dziś funkcjonują fabryki koncernu.

Źródło: wyborcza.biz

Żywiec znana marka piwa odświeża swój wizerunek.

Wprowadza na rynek nowe opakowania oraz identyfikację wizualną, którą wkrótce będzie można zobaczyć na sklepowych półkach.

Zmiany spowodowane są nie tylko odświeżeniem marki, ale jak twierdzą eksperci marka Żywiec ma poważny problem wizerunkowy. Żywiec skupił się i skoncentrował wszelkie swoje działania na dojrzałej grupie docelowej, co spowodowało odwrócenie się od młodszych grup.

Koncern zmianę tłumaczy: „zmianą pozycjonowania produktu oraz intensyfikacją działań kierowanych do grupy konsumentów z przedziału wiekowego 25–35 lat”.

W czasie, kiedy działania Żywca były skierowane do dojrzałej grupy docelowej, konkurencja marki zagarnęła skojarzenia zarezerwowane wcześniej dla Żywca: synonimem popularnego polskiego piwa na grilla stało się Tyskie, a pierwszym skojarzeniem z piątkowym wypadem na imprezę – Lech.

Koniunktura w drugim kwartale może być słabsza niż w pierwszych miesiącach tego roku. Firmy na razie nie zamierzają podnosić płac, powstrzymują się przed zwiększaniem zatrudnienia

Firmy choć są niepewne tego co dzieje się w gospodarce uważają, że druga połowa roku będzie lepsza.

Tak wynika z co kwartalnej „Informacji o kondycji sektora przedsiębiorstw” jaką właśnie opublikował NBP.

Przedsiębiorstwa oczekują poprawy sytuacji dopiero w II półroczu roku. Zdaniem analityków Instytutu Ekonomicznego NBP gospodarka zbliża się do punktu zwrotnego cyklu. Ale niepewność otoczenia gospodarczego powoduje, że firmy wstrzymują się z inwestycjami, wciąż tną koszty, w tym koszty pracy. To ma negatywny wpływ na koniunkturę i popyt wewnętrzny.

Z danych NBP wynika, iż w I kwartale ankietowane przedsiębiorstwa lepiej niż poprzednio oceniły rynek zbytu dla swoich produktów i usług.  Ale wzrasta procent umiarkowanego optymizmu u eksporterów, spada u producentów towarów na rynek krajowy.

Firmy eksportujące (w tym w większości firmy przetwórcze) były tym samym jedną z nielicznych grup przedsiębiorstw, które w I kw. lepiej oceniły swoją kondycję ekonomiczną. Poprawa widoczna była szczególnie wśród eksporterów.

Opłacalność sprzedaży zagranicznej, ze względu na poziom kursu złotego względem euro i dolara, pozostała na dobrym poziomie. Niewielkie wahania kursu przełożyły się na osłabienie bariery kursowej.

Tylko co dwudziesta piąta firma mówi o możliwych podwyżkach płac w najbliższym kwartale. Większość ich nie chce zmieniać. Z ankiety NBP wynika, iż redukcje płac pozostały  zjawiskami incydentalnymi (2,6 proc. firm obniży wynagrodzenia w II kw. br.), a cięcia kosztów pracy należą obecnie do działań wyraźnie rzadziej podejmowanych przez przedsiębiorstwa w reakcji na spowolnienie gospodarcze niż to miało miejsce m.in. w 2009 r. Firmy wolą ciąć inne koszty niż płace.  Nad redukcjami zastanawia się jednak co siódma firma, a nad podnoszeniem płac – co czternasta.

Najczęściej zwolnienia zapowiadają firmy budowlane. Niewielkie pogorszenie prognoz nastąpiło też w przemyśle (najgłębszy spadek zatrudnienia spodziewany jest w firmach specjalizujących się w produkcji dóbr inwestycyjnych), w usługach pozostały stabilne.

Im firma większa tym częściej mówi o możliwości redukcji pracowników.

Relacja pomiędzy wzrostem wynagrodzeń i wzrostem wydajności pracy w I kw. uległa wprawdzie pogorszeniu, ale nadal zdecydowanie więcej przedsiębiorstw deklaruje szybciej rosnącą wydajność niż płace.

Presja płacowa utrzymuje się na niskim poziomie – jedynie niespełna 6 proc.  przedsiębiorstw rejestruje obecnie wzrost nacisków płacowych.

Pogorszyła się zdolność firm do spłaty kredytu. Wyraźne kłopoty ma budownictwo. Mimo to oceny płynności przedsiębiorstw poprawiły się.

Zmniejszyła się również bariera zatorów płatniczych, podobnie jak nieznacznie niższa okazała się skala zobowiązań i należności przeterminowanych. Przedsiębiorstwa poinformowały również o poprawie zdolności do spłaty zobowiązań handlowych.

Żródło: ekonomia24.pl

Jeden z największych kryzysów wizerunkowych w branży medialnej trwa. Powstanie NC+ wywołało niemal siedmiokrotny wzrost liczby negatywnie nastawionych do łączących się platform – wynika z analizy firmy Replise Poland.
Skutkiem wprowadzenia nowej oferty był spadek negatywnych komentarzy na temat NC+. Dane z 15 kwietnia wskazują, że dyskusja w internecie wokół fuzji platform obrała bardziej pozytywny kierunek – twierdzą analitycy firmy Replise Poland zajmującej się badaniem wizerunku w mediach społecznościowych, na blogach i forach. Dodają jednak, że wobec ogromu krytyki, jakiej klienci poddali NC+ w ciągu trzech ostatnich tygodni, ten jeden dzień nie ma większego znaczenia. Nie wiadomo również, czy zmiana nastawienia jest trwała.

Początek problemów

Problemy łączących się Cyfry+ oraz N zaczęły się 21 marca, z chwilą ogłoszenia nowej wspólnej oferty N i Cyfry+. NC+, która na starcie miała łącznie 2,5 mln abonentów, walczy na już nasyconym rynku telewizji płatnej, co oznacza, że może rosnąć wyłącznie kosztem lidera rynku, czyli Cyfrowego Polsatu. Po prezentacji nowej oferty analitycy stwierdzili, że sukcesem będzie nie tyle zdobycie nowych, ile utrzymanie dotychczasowych abonentów. A ci ostatni nie zostawili na propozycjach zarządu NC+ suchej nitki: krytykowali nie tylko wysokie – ich zdaniem – ceny, ale również automatyczne przenoszenie abonentów Cyfry+ i N do NC+. Z badania Replise wynika, że przed fuzją obie platformy były postrzegane na forach i w mediach społecznościowych neutralnie bądź pozytywnie. Jednak połączenie zmieniło nastawienie diametralnie. „Niemal siedmiokrotnie wzrosła liczba osób negatywnie nastawionych względem ofert i zarządu, w porównaniu z okresem sprzed fuzji, czyli 1 stycznia – 20 marca tego roku. W przypadku blogów liczba negatywnych i krytycznych wzmianek wzrosła trzykrotnie” – czytamy w opracowaniu Replise Polska. Co ciekawe, najwięcej pozytywnych wzmianek po fuzji opublikowano za pośrednictwem Twittera, ale i tak było ich mniej ich przed nią.

AntyNC+ walczy z platformą

Kryzys osiągnął apogeum w drugim tygodniu, czyli między 25 a 31 marca. Jego epicentrum była strona AntyNC+, którą założył Dawid Zieliński, student dziennikarstwa i oburzony klient N (pakiet „Telewizja na kartę”). W kolejnym tygodniu aktywność oburzonych spadła z powodu świąt wielkanocnych, ale to, co się pojawiało w sieci, nie było dla NC+ miłe. Odejście odpowiedzialnej za marketing Beaty Mońki z zarządu NC+ oraz list prezesa platformy nic nie dały. Dopiero po zmianie oferty i oficjalnych przeprosinach w najpopularniejszych dziennikach w Polsce nastąpił spadek negatywnych i krytycznych wzmianek o niemal 20 pkt proc. „Pojawiło się też dwukrotnie mniej wzmianek neutralnych. Niemal jedna trzecia wzmianek była w pozytywnym tonie – jest to najwyższa wartość procentowa od momentu przeprowadzenia fuzji” – piszą analitycy Replise Poland i zaznaczają, że początkowy entuzjazm szybko opadł, gdy abonenci porównali oferty i uznali, że różnica w stosunku do niewiele wcześniej oferowanych im pakietów jest niewielka. Stanowiska dyskutujących się spolaryzowały i spadła liczba neutralnych wypowiedzi, jednak wzrosła liczba osób zadowolonych.

Dyskusja na temat fuzji platform odbywała się przede wszystkim w mediach społecznościowych. Na serwisy informacyjne w sieci przypadło zaledwie 15 proc. wzmianek, podczas gdy prawie 80 proc. opinii w tej sprawie opublikowano na Facebooku i Twitterze. Wśród najbardziej popularnych źródeł informacji w sieci znalazły się Onet, Wirtualna Polska, Interia, WirtualneMedia.pl, Press.pl, GazetaPrawna.pl oraz Wyborcza.biz.

Źródło: wyborcza.biz/biznes

Dzisiejszy konsument może wybierać spośród wielu ofert dostępnych na rynku. W szybki i prosty sposób ma możliwość porównywania ofert. To powoduje, iż w codziennej walce o klienta, firmy w swoich działaniach muszą być bardziej precyzyjne. Dlatego przed sfinalizowaniem transakcji musimy zebrać dużą ilość informacji na temat naszego klienta, aby móc sprostać jego wymaganiom i dostosować naszą ofertę do jego potrzeb. To wszystko w konsekwencji pozwoli nam budować i utrzymywać z nim właściwe relacje.

Standardowa definicja słownikowa więzi brzmi: „relacja harmonii, zgodności, porozumienia lub sympatii”. To oznacza, że więź odgrywa znaczącą rolę w procesie komunikacji. Dlatego też kontakt i więź stanowią centralną koncepcję organizacyjną we wszystkich relacjach międzyludzkich. Powinniśmy zdobywać wiedzę o naszych klientach, zarządzać nią i wykorzystywać w taki sposób, aby czuli, że łączą ich z nami pozytywne relacje.

Relacje są najważniejsze, a ich budowanie to tworzenie porozumienia, dialogu i zaufania. Do budowania silnych więzi są specjalne rozwiązania informatyczne, które wdrożone w całej organizacji pomagają w osiągnięciu sukcesu. Systemy CRM są współcześnie drogą do nawiązania pozytywnych relacji. Należy pamiętać jednak, że sama instalacja systemu w firmie nie rozwiąże sprawy. CRM to zarówno strategia marketingowa, jak i system informatyczny, który służy do wspomagania wszelkich procesów związanych z klientami. Aby właściwie wdrożyć strategię CRM, trzeba zaangażować w to cały zespół pracowników.

Wiedza o kliencie to prawdziwa skarbnica informacji, umożliwia bowiem zastosowanie odpowiednich metod nawiązywania kontaktu z nabywcami i podtrzymywania z nimi właściwych relacji.

Przyszłość fabryki Sharpa w Toruniu stanęła pod znakiem zapytania. Koncern rozważa sprzedaż lub zamknięcie zakładu produkującego telewizory LCD na potrzeby rynku europejskiego – podał serwis Marketwatch za japońską agencją Kyodo.
Według źródeł agencji japoński koncern sonduje fundusze inwestycyjne i innych wytwórców elektroniki użytkowej w sprawie kupna fabryki. Jednakże prowadzone rozmowy utknęły w martwym punkcie, dlatego koncern zastanawia się również nad zamknięciem toruńskich zakładów. Sharp, pozbywając się ich, chce poprawić zyskowność swojego segmentu produkującego telewizory.

Jeszcze w 2010 roku Sharp sprzedał na europejskim rynku 1,4 mln odbiorników. W ubiegłym roku było to o 400 tys. mniej. W związku z tym spadły wskaźniki operacyjne zakładu w Toruniu, który zaczął przynosić straty.

Fabryka Sharpa w podtoruńskim Ostaszewie powstała w 2007 roku kosztem 44 mln euro. W grudniu ubiegłego roku musiała zrezygnować z pomocy publicznej, którą otrzymywała w ramach działalności w Pomorskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Nie była w stanie spełnić obietnic utrzymania określonego poziomu zatrudnienia. W styczniu spółka zapowiedziała zwolnienie 211 spośród 1052 pracowników.

Sharp od dłuższego czasu ma poważne kłopoty. W październiku japońskie banki dofinansowały go kwotą 4,4 mld dol. W grudniu pakiet udziałów przejął producent procesorów Qualcomm, a w marcu 3 proc. udziałów za kwotę 110 mln dol. przejął koreański Samsung.

Źródło http://wyborcza.biz/biznes

Sąd Okręgowy w Warszawie zakazał w styczniu bieżącego roku Zakładom Mięsnym Łmeat Łuków naruszania praw Mars Incorporated. Spór dotyczył nazwy Chapss. Mars Incorporated oprotestował znak towarowy karmy dla psów wprowadzony przez Łmeat Łuków. Zakłady mięsne produkowały markę Chapss, podczas gdy na markę Chappi obowiązywała ochrona prawna marki.

Nazwy produktów muszą być na tyle różne, aby klienci (w tym wypadku kupujący karmę dla psów) nie byli wprowadzeni w błąd. Podobieństwo obu słów jest bardzo wyraźne. To, czy działanie zakładów mięsnych z Łukowa było świadome i czy celowo chcieli oni nazwę karmy dla psów upodobnić do znanej marki koncernu międzynarodowego – nie ma znaczenia. Nie chodzi, bowiem o to, czy nazwa jest identyczna z nazwą istniejącą i wcześniej zarejestrowaną, jako słowny znak towarowy, ale o to czy nie są naruszane interesy firmy. Interesy zabezpiecza ochrona prawna marki. Podobieństwo może prowadzić do pomyłek klientów, którzy chcieli kupić znany im wcześniej produkt, a nabywają towar konkurencji. Takie podszywanie się pod inne marki jest czynem nieuczciwej konkurencji.

Przynależność Polski do Unii Europejskiej skutkuje zwiększeniem konkurencyjności. Wielkie, działające międzynarodowo koncerny, prowadzą swoje biznesy także i w naszym kraju. Należy, więc liczyć się z tym, że niepełna ochrona prawna marki może skutkować protestami i zakazami stosowania nazwy podobnej do nazw wcześniej zarejestrowanych, jako znaki towarowe. Jeszcze częściej firmy narażone są na problemy w wypadku eksportu. Lokalne sądy krajów Unii Europejskiej, działają bardzo sprawnie dbając o interes lokalnych podatników. Wyroki wydawane są szybko i są zdecydowanie bardziej restrykcyjne wobec firm, które naruszają prawa wynikające z ochrony znaków towarowych. Na świecie chronionych jest około 20 milionów znaków. Ochrona prawna marki jest coraz bardziej powszechna.

Ochrona prawna dla nowej marki produktu

Rozpoczynająca działalność na rynku motoryzacyjnym marka Qoros, została zmuszona do zmiany nazwy marki produktu dla nowo wprowadzanego modelu. GQ3 wejdzie na rynek pod nową nazwą produktu – 3 Sedan. Qoros Auto to chińska firma z siedzibą w Shanghai. Firma jest joint venture pomiędzy Chery Automobile and Israel Corporation. Przedsiębiorstwo powołane zostało w 2007 roku. Na jednych z targów motoryzacyjnych firma zaprezentowała nowy model auta, jako pierwszy z aspiracjami międzynarodowymi. Premiera jednak nie była udana. Prawnicy marki Audi złożyli pozew twierdząc, że istnieje zbyt duże podobieństwo między nazwą nowej marki chińskiego auta a nazwą modelu Audi Q. Sąd w Hamburgu w bardzo krótkim i szybko przeprowadzonym postępowaniu zdecydował, że chińska marka nie może posługiwać się taką nazwą produktu i musi zmienić oznaczenie. Tak, więc GQ3 nie będzie oznaczeniem nowej marki produktu – zawiodła ochrona prawna marki.

Chińskie przedsiębiorstwa znane są z kopiowania popularnych wzorów i trudno było z nimi walczyć. Rosnący eksport kraju środka napotyka jednak na bariery prawne, w tym i te związane z ochroną prawną marki. Z podobnymi problemami spotykają się także polscy przedsiębiorcy. Gdy ochrona prawna marki, jako słowny znak towarowy nie obowiązuje, trudno działać na konkurencyjnym rynku Unii Europejskiej. Posiadając monopol patentowy związany z nazwą produktu, nabywa się gwarancję, że firma nie narusza interesów i praw innych firm. W odróżnieniu od naszego kraju, skuteczność egzekucji praw własności jest bardzo szybka i bardzo skuteczna w Europie Zachodniej. Ochrona prawna marki jest skuteczniejsza, bo sądy programowo bronią interesów lokalnych firm. Przy każdej nowej nazwie marki produktu należy sprawdzić znak towarowy nie tylko ze względu na identyczność, ale jak pokazuje przykład marki Qoros, na podobieństwo do marek istniejących.

Sądy oceniają nie tylko czy nazwa jest identyczna z marką chronioną, ale czy może wprowadzać konsumentów w błąd. Gdy naruszana jest ochrona prawna marki, traktowane jest to, jako czyn nieuczciwej konkurencji. Oszczędzając na projekcie nazwy, można zostać zmuszonym jej zmiany – koszty idą wtedy często w miliony euro. Dla wielu polskich firm, które sprzedawały na rynku lokalnym, rozszerzenie obszaru działania może być bardziej kosztowne niż im się wydaje. Ochrona prawna marki nie jest tylko prawem, jest biznesowym obowiązkiem. Nie opłaca się narażać marki na kłopoty związane z nazwą produktów. W praktyce za bezpieczeństwo prawne firmy odpowiada zarząd.

Marka jako znak towarowy i jej ochrona

Ochrona prawna marki w wielu przypadkach to temat w biznesie nieznany i odległy. Przytaczane argumenty, co do konieczności ochrony okazują się nie do końca przekonujące. Od jakiegoś czasu jednak obserwujemy, że to się zmienia. Być może przyczyn należy szukać w przynależności do Unii Europejskiej, w której ten aspekt zarządzania marką jest bardzo rozwinięty i pilnowany. Większość marek jest zarejestrowana i chroniona prawnie, jako znak towarowy. W każdym razie polskie firmy coraz częściej wyrażają obawy dotyczące tego czy ich marki będą dostatecznie chronione przed zalewem konkurencji z Zachodu. Ochrona prawna marki jest formą ochrony biznesu przed nieuczciwą konkurencją, również tą wewnętrzną.

W Polsce praw dotyczących ochrony marki można dochodzić w oparciu o dwa akty prawne – Ustawę o Zwalczaniu Nieuczciwej Konkurencji i Prawo Własności Przemysłowej. Łatwiejsze jest oczywiście oparcie się na drugim ze wspomnianych uregulowań, dlatego najbezpieczniejszym sposobem na ochronę marki jest rejestracja nazwy, jako znak towarowy w Urzędzie Patentowym. Najczęściej firmy starają się o ochronę nazwy marki (firmy lub produktu). Można tego dokonać na dwa sposoby poprzez tzw. rejestrację słowną (jako słowny znak towarowy), dającą uprawnienia do ochrony nazwy, jako słowa oraz rejestrację słowno-graficzną (jako znak towarowy słowno – graficzny), która chroni określony sposób zapisu. Ze względu na to, że uzyskanie ochrony prawnej słowa jest obwarowane szeregiem przepisów, określających, kiedy jest to możliwe, a kiedy nie i często jest bardzo trudne (nie można zarezerwować np. słowa istniejącego lub opisującego przeznaczenie czy cechy charakterystyczne dla danej kategorii produktów lub usług), drugi sposób jest częściej spotykany. Poza nazwami do Urzędu równie chętnie zgłaszane są logo, oczywiście w tym przypadku, jako znaki graficzne i słowno-graficzne.

Ochrona prawna marki nazwy i loga jako znak towarowy jest rzeczą bardzo ważną, jednak nie jest to jedyna dostępna forma ochrony marki. Jako znak towarowy możliwe jest również zgłaszanie do Urzędu takich elementów tworzących system identyfikacji jak slogan firmowy i hasło reklamowe. Niektóre spółki zgłaszają nawet dłuższe opisy będące np. treścią reklamy. Jest to już sposób na ochronę nie tylko samej nazwy czy znaku graficznego, ale pomysłu na markę i jej tożsamości. Znak towarowy daje wyłączne prawo używania marki, tworzy monopol patentowy. Taka ochrona prawna marki ma wpływ na wartość finansową marki, a więc i wycenę firmy.

Żródło: Autor Jarosław Filipek, CODES Strategie Marki

E-mail to najczęściej wybierana forma komunikacji z firmą, ponad 80% badanych sprawdza pocztę email codziennie, blisko 3/4 regularnie przegląda newslettery, a niemal 90% odbiorców newslettera bierze udział w promocjach, które otrzymują – wynika z badania przeprowadzonego przez ekspertów z GetResponse.

Z badania wynika, że 43% badanych wybiera wiadomość e-mail jako podstawową formę komunikacji z firmą. Dla porównania, blisko o połowę mniej osób decyduje się na telefon (23,3%), a tylko niecałe 18% wybiera portal społecznościowy Facebook.

Blisko 80% respondentów zadeklarowało, że pocztę e-mail sprawdza codziennie, 35,4% z nich robi to co najmniej kilkanaście razy dziennie, a 29,6% częściej niż dwa razy dziennie. Jedynie 7,8% użytkowników poczty email przyznało się do częstotliwości mniejszej niż raz dziennie.

Wśród najczęściej wymienianych czynników skłaniających respondentów do subskrypcji jest zainteresowanie nowościami produktowymi lub usługami firmy (31,3%), specjalne rabaty i promocje (23,2%) oraz ekskluzywne treści dostępne wyłącznie dla subskrybentów (11%). Z kolei, dla 10,3% badanych decydujące są również czynniki zawodowe.

71% użytkowników poczty e-mail deklaruje, że regularnie czyta newslettery, które subskrybuje. A decyzję o otworzeniu wiadomości podejmuje na podstawie atrakcyjnego tematu (53,2%) oraz rozpoznawalnego nadawcy (42,4%).

Zdecydowana większość użytkowników poczty email doskonale wie jak postępować w przypadku rezygnacji z dalszej subskrypcji. Aż 78% przyznało, że klika w link umożliwiający rezygnację z subskrypcji. Pozostałe osoby wysyłają w tej sprawie maila (11,7%), dzwonią do odpowiedniego działu firmy (1,4%) lub po prostu zaznaczają otrzymaną wiadomość jako spam (9%).

Podobne zachowanie subskrybentów można zauważyć w przypadku, gdy nadawcą wiadomości jest firma, której nie znają lub nie zapisywali się do jej listy mailingowej. Wówczas ponad 53% również klika w link umożliwiający rezygnację z subskrypcji, a niemal 36% zaznacza otrzymaną wiadomości jako spam.

Blisko 90% subskrybentów newsletterów bierze udział w różnego rodzaju promocjach, które otrzymują na skrzynkę pocztową. Natomiast wśród najczęściej wymienianych powodach rezygnacji z dalszej subskrypcji są wysoka częstotliwość wysyłanych wiadomości (19,5%), mało interesująca treść newsletterów (20,9%) oraz utrata zainteresowania ofertą firmy (27,4%).

– Marketerzy powinni zwrócić uwagę na fakt, że niedopasowanie treści do preferencji jest natomiast jedną z głównych przyczyn rezygnacji z subskrypcji, dlatego warto dokonać ewaluacji wysyłanych newsletterów. Sprzedaż i promocje to nie wszystko – odbiorcy oczekują też angażujących, informacyjnych treści, które przełamią sprzedażowo-produktowy monolog – komentuje wyniki badania Maciej Ossowski, dyrektor działu edukacji w GetResponse.

Patronami medialnymi badania są: Wirtualna Polska, Gazeta.pl, Polskie Stowarzyszenie Marketingu SMB, IAB, Brief, Marketingowiec.pl oraz Dziennik Internautów.

Informacje o badaniu:
Badanie zostało przeprowadzone na grupie 2352 osób, w tym m.in. subskrybentów newsletterów serwisów informacyjnych – Gazeta.pl i Wirtualna Polska.

Do poprawnego funkcjonowania ta strona wymaga Ciasteczek.