Pierwsza | Poprzednia | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | Następna | Ostatnia

Według badania „Co Polacy jedzą w pracy?” przeprowadzonej przez pracownię badawczą IPSOS na zlecenie Sodexo On-site Services, na przełomie maja i czerwca 2013, na ogólnopolskiej 643-osobowej grupie aktywnych zawodów wynika, iż kanapka lub baton na drugie śniadanie to typowe menu Polaka w pracy.

Jest to często jedyny posiłek! Co jeszcze jemy w pracy? Co trzeci aktywny zawodowo Polak w ciągu całego dnia pracy, przynajmniej ośmiu lub więcej godzin, je tylko jeden posiłek. Zwykle to drugie śniadanie, czyli kanapka, słodycze lub owoce. Co ciekawe, niemała część zatrudnionych (40 proc.) zapewnia, że odżywia się zdrowo. Okazuje się więc, że jeden nieduży posiłek w czasie pracy, w dodatku monotonny i często się powtarzający, to – zdaniem wielu Polaków – odpowiedni sposób odżywiania.

Trzy czwarte respondentów posila się w porze drugiego śniadania, dobierając menu stosownie do pory. Połowa zapytanych codziennie je kanapki, a nieco rzadziej owoce, jogurt, wypieki albo inne słodycze. Zaledwie kilka razy w miesiącu zaspokajamy głód, jedząc bakalie, orzechy albo suszone owoce.

Na obiad lub lunch pozwala sobie co trzeci aktywny zawodowo Polak. Na szczęście bardzo rzadko ten posiłek stanowią dania gotowe zalewane wrzątkiem czy też fast foody – kebaby, hamburgery lub hot dogi. Pracownicy, zwłaszcza ci z małych miast, a także 50-latkowie i starsi, przynoszą raczej dania obiadowe z domu.

Do stołówki, restauracji albo zakładowej kantyny idą średnio 1,6 raza w tygodniu. Tam wybierają jakieś klasyczne drugie danie (60 proc. wskazań), zupę (29 proc.), pierogi (27 proc.), najróżniejsze sałatki (26 proc.). Być może Polacy częściej jedliby w pracy pierogi zamiast batonów, gdy mieli w pobliżu atrakcyjną jadłodajnię; 70 proc. ankietowanych wspomina, że dobrze i zdrowo żywiąca restauracja byłaby dobrym rozwiązaniem.

Według badań przeprowadzonych przez Samsung wynika, iż Polacy boją się być off-line. 64% badanych polaków udostępnia zrobione zdjęcia w Sieci w ciągu tygodnia od ich wykonania. 10% robi to w ciągu minuty, a co trzeci przyznaje, że motywacją do fotografowania jest chęć pokazania zdjęć w Internecie.

Badani przyznają, że odczuwają potrzebę pokazania swoich zdjęć w serwisach społecznościowych.

Celem badania, przeprowadzonym przez SAMSUNG, którym objęto 3 tys. osób, było rozpoznanie dominujących trendów w dziedzinie robienia i udostępniania zdjęć. Wyniki badania pokazują, że Polacy lubią dzielić się swoim życiem za pośrednictwem fotografii udostępnianych on-line.

Badanie te pokazały również, że ankietowani z grupy wiekowej 18–24 lata najczęściej fotografują siebie (31,3%).

Kobiety robią łącznie więcej autoportretów niż mężczyźni. Polki też blisko dwukrotnie częściej fotografują czworonogi (11%, 6%).

Tradycyjny sposób przechowywania zdjęć zadeklarował tylko co 3 ankietowany, a aż 63% respondentów woli przechowywać je na Facebooku.

Co ciekawe także osoby starsze z grupy powyżej 55 roku życia – na Facebooku swoje zdjęcia umieszcza prawie połowa (49%) ankietowanych z grupy powyżej 55 roku życia.

Część respondentów uważa, że przesyłanie zdjęć jest czynnością czasochłonną i skomplikowaną, w wyniku czego 22% fotografii nigdy nie trafia do Internetu.

Badanie, które objęło także Francję, Hiszpanię, Niemcy i Włochy, pokazało kilka różnic pomiędzy poszczególnymi krajami. Jedna z nich dotyczy pozy, jaką przyjmuje osoba fotografowana.

Co czwarty Francuz patrzy w obiektyw, puszczając oko. 27% Włochów przybiera pozę zwaną jazz hands (ręce uniesione i lekko zgięte, palce wyprostowane, dłonie zwrócone w stronę aparatu); 35% Polaków i 31% Niemców wskazuje palcem na obiektyw; 29% Hiszpanów wydyma usta, a 23% Brytyjczyków unosi w górę kciuk.

Pizzerie DaGrasso wprowadzają nową kampanię reklamową, której celem jest zwiększenie rozpoznawalności marki. Modyfikacji ulegną wystroje lokali, wprowadzone zostanie nowe logo. Jednolite kampanie marketingowe, podporządkowane hasłu „Dobrzy przyjaciele, dobra zabawa, pyszna pizza”, mają za zadanie utrwalić markę.

Do nietypowego konkursu prowadzonym na Facebooku przez stowarzyszenie Miasto Moje a w Nim internauci zgłosili 69 kandydatur na „miastoszpeciciela”. Wygrał oblepiony reklamami budynek w Olsztynie.

Zwycięskie zgłoszenie to kumulacja wszystkich problemów związanych z obecnością reklam w mieście, czyli agresywność przekazu, ingerowanie w przestrzeń publiczną, obojętność władz i zatracenie bryły budynku. Olsztyński „miastoszpeciciel” razi tym bardziej, że znajduje się w centralnym punkcie miasta, tuż obok ratusza – podało w uzasadnieniu wyboru jury.

Z dziesięciu kandydatur, które zebrały najwięcej głosów internautów jurorzy (Piotr Sarzyński, dziennikarz, autor książki „Wrzask w przestrzeni, Dlaczego w Polsce jest tak brzydko?”, Bogna Świątkowska, promotorka kultury, prezeska fundacji Bęc Zmiana; Grzegorz Buczek architekt, urbanista, działacz samorządowy, członek zarządu Towarzystwa Urbanistów Polskich i Aleksandra Stępień, prezes stowarzyszenia Miasto Moje a w Nim) wybrali najbrzydszą uliczną reklamę.

„Wygrał” budynek stojący u zbiegu ul. Pieniężnego i al. Piłsudskiego w Olsztynie (zebrał 268 głosów), który cały oklejony jest plakatami ogłoszeniowymi i reklamami.
W finale znalazły się kandydatury z Olsztyna, Elbląga, Legionowa, Płocka, Zakopanego, Kluszkowców, Szczecina,  Krakowa i Warszawy – podaje stowarzyszenie. W pierwszej dziesiątce najbardziej drażniących internautów reklam zewnętrznych uplasował się też wielki kufer reklamujący przygotowujący się do startu butik Louis Vuitton w centrum handlowym Vitkac w centrum Warszawy. Zdemontowano go jednak w trakcie trwania konkursu, więc ostatecznie nie wziął w nim udziału.

Jurorzy postanowili też przyznać dwa wyróżnienia. Pierwsze dla hotelu Forum w Krakowie za ingerencję w krajobraz kulturowy nie tylko o charakterze lokalnym. Gigantyczny słup reklamowy jest widoczny niemal z każdej części miasta. Drugie wyróżnienie przypadało willi Poraj na zakopiańskich Krupówkach za niszczenie zabytkowej, charakterystycznej architektury regionu oraz wkraczanie reklamy w obszar dziedzictwa kulturowego – podaje Miasto Moje.Pozaregulaminowe wyróżnienie dostały reklamy w Kluszkowcach w pobliżu słynnych „Organów” Władysława Hasiora, zasłaniające widok na Tatry.

IBM zamierza otworzyć w w Katowicach centrum dostarczania usług. Na początku działalności czyli w sierpniu centrum, będzie zatrudniało 400 osób. Docelowo w 2015 roku będzie to 2 tys. osób – mówił na konferencji w Warszawie Ales Bartunek, dyrektor generalny IBM w Polsce i krajach bałtyckich. Nowe centrum będzie oferowało usługi IT dla klientów IBM na całym świecie.

To nie pierwsza inwestycja IBM w Polsce. Firma jest obecna w naszym kraju od ponad 20 lat. Obecnie ma m.in. centrum usługowe we Wrocławiu, laboratorium oprogramowania i centrum usług finansowo-księgowych w Krakowie i centrum kompetencyjno-wdrożeniowe w Gdańsku.

Przedstawiciele IBM chwalą studentów i absolwentów śląskich uczelni. Koncern obiecuje ścisłą współpracę ze śląskimi uczelniami wyższymi, m.in. Politechniką Śląską, Uniwersytetem Śląskim, Uniwersytetem Ekonomicznym czy Górnośląską Wyższą Szkołą Handlową. Studenci będą mogli np. liczyć na programy praktyk.

W dobie kryzysu takie informację są na wagę złota…

W dzisiejszych czasach bardzo dużo czasu spędzamy w pracy za biurkiem, często 10-12 godz. Mamy mało ruchu, świeżego powietrza a często i nasza dieta ma wiele do życzenia…

Firma Young Digital Planet wpadła na pomysł, aby pracownicy podczas pracy wychodzili na wspólny spacer.

Na pierwszy taki firmowy spacer pracownicy gdańskiej spółki Young Digital Planet wybrali się w połowie kwietnia. Pomysł sie bardzo spodobał i wpisał sie na stałe w plan pracy. Dwa razy w tygodniu we wtorki i czwartki, grupa ok. 20–30 osób wyrusza wczesnym popołudniem na półgodzinną przechadzkę. Jedni biorą kijki nordic walking, inni longboardy (dłuższa wersję popularnej deskorolki) albo rowery.

Pracownicy po takim spacerze wracają pełni energii do dalszej pracy.
Myślę że to wspaniały pomysł. Zachęcam inne firmy do wspólnych spacerów…

Europejscy giganci branży odzieżowej: szwedzki H&M oraz Inditex, właściciel marki Zara, ogłosili, że zamierzają podpisać porozumienie w sprawie poprawy warunków bezpieczeństwa w przemyśle tekstylnym w Bangladeszu. Zmiany te spowodowane są  tragiczną katastrofą w fabryce, która zabiła ponad tysiąc osób.

Porozumienie, które zainicjowały globalne federacje związków zawodowych IndustriALL i UNI Global Union, ma m.in. powołać niezależnego inspektora, odpowiedzialnego za „ustanowienie i wprowadzenie w życie programu wiarygodnej i efektywnej kontroli przeciwpożarowej”. Przewiduje też egzaminy ze znajomości norm i zasad bezpieczeństwa w budynkach fabryk odzieży.

Troska o pracownika, czy wizerunek?

Datę podpisania dokumentu wyznaczono na 15 maja. Nie przedstawiono jeszcze wszystkich sygnatariuszy. Oprócz Hennesa i Mauritza oraz Inditeksu wiadomo tylko o udziale amerykańskiego koncernu PVH (właściciela wielu marek, m.in. Tommy Hillfiger i Calvin Klein) oraz niemieckiego Tchibo.

H&M już od pięciu lat uczestniczy w programach poprawy bezpieczeństwa przeciwpożarowego w fabrykach odzieży w świecie. Inditex w 2007 roku przystąpił do międzynarodowego ramowego porozumienia poprawy warunków pracy i bezpieczeństwa w zakładach tekstylnych.

Obecne działanie obu firm to reakcja na katastrofę budowlaną z 24 kwietnia, kiedy na przedmieściu stolicy Bangladeszu zawalił się wieżowiec z pięcioma fabrykami odzieżowymi. W ruinach zginęło ponad 1,1 tysiąca ludzi.

Bangladesz jest drugim w świecie, po Chinach, eksporterem tekstyliów. Przemysł ten zatrudnia ponad 40 proc. siły roboczej w kraju i dostarcza 80 proc. całego banglijskiego eksportu.

Autor: mk/k / Źródło: PAP

Rozpoczyna się kampania marki Coca-Cola, pod hasłem „Podziel się radością“. Przez cztery miesiące na opakowaniach zamiast nazwy marki pojawią się popularne imiona i pseudonimy.

W sumie na puszkach i butelkach znajdzie się ponad 150 najpopularniejszych polskich imion, które używane są przez blisko 90% osób w wieku 12–29 lat. W procesie druku etykiet imiona były nanoszone proporcjonalnie do częstotliwości ich występowania w Polsce.

Nowa kampania zaplanowana jest na okres od 6 maja do połowy sierpnia. Reklamy pojawią się w telewizji, Internecie, mediach społecznościowych, blogosferze, na interaktywnych formatach zewnętrznych. W wybranych kanałach sprzedaży pojawią się promocje i materiały POS.

Będą prowadzone również liczne działania konsumenckie, m.in. sampling oraz wiele ogólnopolskich imprez.

Od 20 maja w głównych stacjach telewizyjnych, m.in. TVN czy Polsat emitowany będzie spot, który przedstawia wakacyjne przygody młodych ludzi dzielących się coca-colą.

Podobna akcja, połączona z działaniami w mediach społecznościowych, była prowadzona w 2011r. w Australii, a rok później zdobyła Złotego Lwa w konkursie Cannes Lions.

Kampanię zakończy Coke Live Music Festival (Kraków, 9–10 sierpnia).

•Przygotowanie spotu reklamowego: agencja reklamowa McCann
•Media cyfrowe i społecznościowe: agencje K2 Internet i Next
•Zakup mediów: dom mediowy Starcom
•Działania PR: Rc2 Raczkiewicz Chenczke Consultants

Od 22 kwietnia można oglądać na kanałach TVN, Polsatu i Discovery najnowszą kampanię reklamową Coca-Coli pod hasłem „Ruch to radość”, która potrwa do połowy maja.
Coca-Cola w ten sposób chce zachęcić Polaków do wprowadzenia większej porcji ruchu w codziennym życiu nie tylko w postaci regularnego uprawiania sportu, ale również w formie drobnych, codziennych aktywności takich jak np. radosny taniec w domu, wspólne spacery, zabawy z najbliższymi i przyjaciółmi, oraz prace w domu i ogrodzie.

– Od początku swojej działalności w Polsce Coca-Cola bardzo konsekwentnie wspiera oraz promuje sport wśród Polaków, a szczególnie wśród młodzieży – podkreśla Tomir Kaczmarek, dyrektor marketingu w Coca-Cola Poland Services. – Uważamy, że regularna aktywność fizyczna zapewnia nam wszystkim nie tylko zdrowie, ale również poprawia samopoczucie, pozwala dbać o właściwą wagę, sprawia dużo radości i buduje poczucie wspólnoty – dodaje.

Coca-Cola, organizująca od piętnastu lat jeden z największych i najstarszych w Polsce turniejów piłki nożnej dla młodzieży – Coca-Cola Cup, rozpoczyna kampanię promującą aktywność fizyczną jako ważny element bilansowania energii oraz źródło radości.

Niemiecka grupa BSH przejęła kontrolę nad znanym polskim producentem sprzętu AGD i zapowiada milionowe inwestycje. Co ważne, marka Zelmer ma zostać zachowana
Spółka poinformowała o kupieniu w wezwaniu 14,8 mln akcji Zelmera po 40 zł za sztukę. To stanowi 98 proc. wszystkich akcji rzeszowskiej spółki. W sumie koncern BSH wydał 594 mln zł na akcje Zelmera i zamierza skupić pozostałe 2 proc., tak by wycofać firmę z giełdy.

Co ważne, nowy właściciel zapowiada, że Zelmer będzie nadal produkował pod własną marką. Nic nie powinno zmienić się też w bieżącej działalności zakładu i pracy dla 1,4 tys. osób. „Zmiana właściciela Zelmera nie będzie miała bezpośredniego wpływu na bieżącą działalność, strukturę i plany dotyczące zakładów BSH w Łodzi i innych miejscach, gdzie dziś funkcjonują fabryki koncernu.

Źródło: wyborcza.biz

Do poprawnego funkcjonowania ta strona wymaga Ciasteczek.